Wellbeing po szwedzku. Lagom, Fika, Fredagsmys, Allemansrätten, Smultronställe i Döstädning

Wellbeing po szwedzku. Lagom, Fika, Fredagsmys, Allemansrätten, Smultronställe i Döstädning

Wellbeing po szwedzku. Lagom, Fika, Fredagsmys, Allemansrätten, Smultronställe i Döstädning

Szwedzi od lat uchodzą za ekspertów od szczęścia. Pewnie już słyszałeś o Lagom, ale prawdopodobnie umknęły ci jeszcze Fika, Allemansrätten, Smultronställe, Fredagsmys, Smultronställe i Döstädning…

Oto sezonowa lista praktyk poprawiających jakość życia, prosto ze skutej lodem Skandynawii. Bo jak się uczyć szczęścia to od najszczęśliwszych. W tekście tym koncentrowałam się na zagadnieniach mniej znanych, dlatego filozofia lagom została tu zaledwie naszkicowana, dzięki czemu więcej miejsca mogłam poświęcić fenomenom takim jak Fika, Allemansrätten, Smultronställe, Fredagsmys, Smultronställe i Döstädning.

Lagom. Szwedzka filozofia złotego środka

Lagom, czyli szwedzka alternatywa dla hygge, znaczy „wystarczy”. A dokładniej „właśnie tyle, ile trzeba”. Filozofia lagom oznacza nic innego, jak tylko „nie za dużo, nie za mało”. Odnosi się zarówno do ilości zjedzonych kotletów, jak i zarobków czy czasu, jaki spędzasz z bliskimi. To filozofia przynosząca stan równowagi i zadowolenia, nieustającej ciekawości i apetytu na życie. Szwedzkie firmy Ikea i H&M od lat promują ideę lagom na całym świecie. Lagom w praktyce to:

  • sztuka równowagi – unikanie skrajności, docenianie tego, co się ma, umiarkowanie,
  • niechęć do przesady i to w każdej dziedzinie życia, czy to będzie moda (co widać w sklepach H&M), dekorowanie wnętrz (co widać w Ikei) czy kuchnia…
  • funkcjonalnoś i wygoda, komfortowe poczucie, że jesteś u siebie, wygodne miejsce do pracy,
  • zdrowe odżywienie (najlepiej z naturalnych produktów z własnych upraw),
  • życie w zgodzie z naturą i ochrona środowiska, oszczędzanie wody i energii, kontrola ogrzewania (należy tak ocieplić wszystkie pomieszczenia, by uchronić się przed stratami ciepła) oraz upcykling (powtórne wykorzystywaniqe niepotrzebnych produktów w nowej roli).

Lagom odnosi się właściwie do całego życia Szwedów, do każdej dziedziny… z wyjątkiem kawy. Kawy Szwedzi nigdy mie mają enough!

Fika. Coś więcej niż zwykła kawa

Szwedzka fika to nic innego jak przerwa na kawę i przekąski, gdzie owa kawa jest tak naprawdę tylko pretekstem do spotkania ze znajomymi. O fice może być mowa również wtedy, gdy wcale nie pijemy kawy. Kluczowe jest bowiem zrobienie sobie przerwy i zrelaksowanie przez chwilę, najlepiej razem z innymi. Co więcej, to nie tylko forma spędzania czasu wolnego od pracy, to również stały element harmonogramu w wielu firmach, spotkaniach religijnych, kursach czy zgromadzeniach społecznych. Dlaczego przerwa na kawę nie może się po prostu nazywać przerwą na kawę, czyli kafferep? Bo to nie jest zwykła przerwa na kawę!

Sam termin fika ma wiele wspólnego z kawą, chociaż jego pochodzenie nie jest do końca znane. Dawniej na kawę używano określenia kaffi (dziś kawa to kaffe) i prawdopodobnie – w ramach zabawy językowej – zamieniono sylaby miejscami. I tak z ka-ffi narodziła się ffi-ka, narodowy fenomen Szwedów, znany jednak szeroko również poza samą Szwecją. A dziś mamy wiele jej rodzajów:

  • Förmiddags fika – fika przed południem
  • Eftermiddags fika – fika po południu
  • Kvellsfika – nocna fika, kiedy najdzie nas na coś słodkiego lub małego. Może to być kanapeczka z serem albo hot dog.
  • Adventsfika – fika podczas adwentu, podczas której je się głównie bułeczki z szafranem i podziwia dekoracje świąteczne
  • Julbaksfika – bożonarodzeniowa fika. Odbywa się zazwyczaj w pierwszy weekend adwentu, podczas którego wspólnie piecze się pierniczki i inne świąteczne smakołyki.

Co ciekawe, termin fika może być stosowany jako rzeczownik (en fika lub ett fika), lecz również jako czasownik oznaczający właśnie robienie tej przerwy na kawę (fikar). Fikadags czyli czas na fikę! Nawet na kawiarnię potocznie można powiedzieć ett fik. Przekąski spożywane w czasie fiki mogą nosić miano fikabröd (dosł. chleb do fiki). Dawniej rodzaj przekąsek do fika regulowała specjalna etykieta, a sju sorters kakor – wymóg przygotowania siedmiu rodzajów ciasteczek, był jej najważniejszym punktem. Dziś, zarówno ilość ciasteczek, jak i ich rodzaj, to kwestia osobistych upodobań. Wsród najpopularniejszych dodatków do kawy w Szwecji znajdują się:

  • bułeczki cynamonowe (kanelbullar),
  • sockerkaka (przypomina naszą babkę),
  • prinsesstårta (dosł. tort księżniczki, zwykle w kolorze zielonym),
  • dammsugare (ciastko marcepanowe w czekoladzie),
  • chokladbollar (kakaowe kulki z płatkami owsianymi i wiórkami kokosowymi).

W ostatki (fettisdagen) koniecznie trzeba zaś spożyć ciastko z bułki pszennej z masą migdałową i bitą śmietaną, które nosi nazwę semla. Jeśli nie lubimy słodyczy, równie dobrze naszą przekąską w czasie fiki mogą być zwyczajne kanapki (smörgåsar). Niedzielna fika to zykle domowe wypieki. Pofikamy razem?

Fredagsmys. Przytulny piątek

Fredagsmys to połączenie dwóch słów: fredag – piątek i mysig – przytulny, przyjemny, miły. Zbliża on do siebie ludzi, pozwala uniknąć jesiennej chandry i pomaga  odpocząć po ciężkim tygodniu pracy. Jak celebrować piątek po szwedzku? Wszystko, czego potrzebujesz to ktoś bliski, wygodna sofa, telewizor z dostępem do Netflixa, ulubione czipsy, popcorn lub pizza z Dominos, a do tego jakiś smaczny läsk (napój gazowany) lub wino. Całe to śmieciowe jedzenie i picie proponuję zastąpić jednak czymś zdrowszym i celebrować po swojemu…

Döstädning. Sprzątanie dobytku życia

Szwedzki döstädning (ang. death cleaning), to główny temat książki The Gentle Art of Swedish Death Cleaning, napisanej przez szwedzką artystkę Margaret Magnusson, na podstawie jej własnych doświadczeń ze sprzątaniem rzeczy po zmarłych rodzicach. Jej zdaniem death cleaning może być procesem radosnym i zbliżającym nas do rodziny. Porządków w mieszkaniu i życiu uczy nas także Marie Kondo. Chociaż wywodzi się innego kręgu kulturowego to jej metoda KonMari, ma wiele wspólnego ze szwedzkim döstädning.

Wbrew swojej nazwie death cleaning ma służyć celebracji życia, poczuciu oczyszczenia i wyzwolenia. Trendowi przyświeca myśl, by uporządkować swoją przestrzeń tak, by nasi bliscy po naszym odejściu nie musieli jej miesiącami odgruzowywać. Natomiast w głębszym rozumieniu, jest to otaczanie się tym, co jest nam aktualnie potrzebne i nas uszczęśliwia. Döstädning jest bardzo terapeutyczną metodą, podczas której możemy spojrzeć wstecz na swoje życie i zachować tylko to, co jest dla nas ważne. Podczas tego procesu możesz powrócić raz jeszcze do miłych wspomnień, zarchiwizować swoje największe skarby i pozbyć się tego co od lat zalegało w pieczarze zapomnienia. Pozbywając się niepotrzebnych przedmiotów, możesz sprawić radość innym lub pomóc potrzebującym. Jednocześnie ogrom rzeczy utrudnia wiele spraw jeszcze za naszego życia, na przykład podczas remontu czy przeprowadzki. Pomyśl zatem o death cleaning jako sposobie na szczęśliwe życie tu i teraz.

Jednocześnie döstädning ma związek z nurtami proekologicznymi, sprzeciwowi wobec rozbuchanego konsumpcjonizmowi i kompulsywnemu nabywaniu przedmiotów. Zakłada działania długofalowe, a ich rozpoczęcie ma być dla nas impulsem do wyrobienia nawyku. Tej techniki porządkowania nie można uruchomić i zakończyć w ciągu dnia, tygodnia czy miesiąca. Jest to powolny i stały proces. To zmiana stylu życia, a nie okres intensywnego sprzątania naszych domów.

  1. Pierwszy krok to pozbycie się rzeczy, które nie mają dla ciebie żadnej wartości emocjonalnej. Wszystkie stare płaszcze w szafie, niepotrzebne papiery… Nie zaczynaj od pudełek ze zdjęciami, listami i pamiątkami. Nie istnieje zasada, że musisz wyrzucić wszystko, czego nie używasz.
  2. Przejdź od rzeczy najłatwiejszych do przesortowania, takich jak ubrania. Według Margarety Magnusson jest to najmniej emocjonalna część porządków.
  3. Potem możesz zabrać się za tzw. pieczary zapomnienia – miejsca, w których upychasz wszystko, z czym nie wiesz co zrobić. Może się niespodziewanie okazać, że masz w domu dodatkową przestrzeń.
  4. Osobiste pamiątki o wartości sentymentalnej (pocztówki, zdjęcia, stare bilety itp.) scowaj do jednego pudełka. To będzie twoja kapsuła czasu.
  5. Podziel pozostałe rzeczy na te, które nie sprawiają Ci już przyjemności, takie których nie używasz i popsute. Te ostatnie wyrzuć, a pozostałe oddaj komus, komu sprawią radość lub potrzebującym.
  6. Pomaluj stare drewniane skrzynki na różne kolory i stwórz przy pomocy kolorów swój własny system. Przykładowo czerwona skrzynka na rzeczy bliskie twojemu sercu, zielona na rzeczy, z których można jeszcze wyczarować coś innego, niebieska na te, które muszą być raz jeszcze przejrzane i prawdopodobnie wyrzucone w ciągu kilku miesięcy.
  7. Nie chodzi tylko o pozbycie się starych rzeczy, ale też o nowe koncepcje na ich użycie. Być może wysłużony stolik kawowy lub półkę na książki można przemalować i wyczarować z nich coś nowego?
  8. Jeśli utknąłeś i nie wiesz, czy pozbyć się danej rzeczy czy nie, zadaj sobie wówczas pytanie czy ktokolwiek będzie szczęśliwszy, jeśli to zatrzymasz? Jeśli są rzeczy, które twoim zdaniem powinny zostać wyrzucone, ale nie potrafisz się przemóc, umieść je w pudełku i tymczasowo przechowaj w innym pomieszczeniu, które ma zostać „odgruzowane” w przyszłości. Sprawdź, jak będziesz się czuł, biorąc je do ręki po raz drugi. Czas i dystans powinny rozjaśnić sytuację i podpowiedzieć ci, czy je zostawić czy nie.
  9. Pamiętaj, że nie musisz się spieszyć.
  10. „Odgruzowane” pomieszczenia pomaluj farbą w jasnym kolorze. Nawet jeśli jest ci smutno z powodu wyrzuconych rzeczy, twoje pokoje będą się wydawały większe, jaśniejsze i przestronniejsze.
  11. Za każdym razem, gdy uporządkujesz jakąś część swojej przestrzeni, wynagrodź siebie i zrób dla siebie coś miłego. Tylko nie kupuj kolejnych rzeczy! Wybierz kino, dobry obiad na mieście czy wizytę u kosmetyczki.

Allemansrätten. Kontakt z naturą

W Norwegii mamy Allemannsretten, w Szwecji Allemansrätten, a w  Finlandii Jokamiehenoikeus. Wszystkie te słowa oznaczają jednak jedno – prawo wszystkich ludzi do kontaktu z naturą. Wynika ono z przekonania, że człowiek jest integralną częścią przyrody, zaś cywilizacja ma z nią współistnieć, a nie rywalizować. Na podstawie tego prawa każdy człowiek może korzystać z lasów, zarówno państwowych, jak i prywatnych, zbierać w nich grzyby, jagody, kwiaty, chodzić po górach, pływać w rzekach czy w jeziorach. Dla turystów istnieje możliwość rozbicia namiotu w dowolnym niemal miejscu, włączając w to teren prywatny, pod warunkiem, że ich obecność nikomu nie przeszkadza i nie narusza prywatności właściciela terenu. Swobodnie nocować można jedną noc. W przypadku dłuższego pobytu wymagana jest zgoda właściciela terenu. Biwakować można co najmniej 150 metrów od najbliższego domostwa lub miejsca zakwaterowania. W lasach i ich pobliżu nie można rozpalać ognisk w okresie od 15 kwietnia do 15 września. Korzystanie z tego prawa wymaga poszanowania natury, jak i innych ludzi. Niedopuszczalne jest śmiecenie czy niszczenie bardzo cennej dla Skandynawów przyrody.

Smultronställe. Tam, gdzie rosną poziomki

Słowo smultronställe nie ma swojego odpowiednika w języku polskim. To po prostu miejsce poziomkowe, ale jego znaczenie jest dużo szersze. Każdy powinien mieć swoje własne smultronställe czyli miejsce, gdzie można schować się przed całym światem, kiedy człowiek chce zostać sam ze swoimi myślami. Najlepiej gdzieś z dala od miejskiego zgiełku, ale nie musi to być zaraz bezludna wyspa. Równie dobrze może to być schowek na strychu, ogród na tyłach domu czy nawet miejsce w ulubionej kawiarni. Miejsce to może być twoją słodką tajemnicą, a jeśli jest innym znane to przynajmniej nie powinno być dla nich oczywiste, że tam właśnie można cię najczęściej znaleźć.

Początku idei smultronställe należy się prawdopodobnie doszukiwać w książeczce dla dzieci z 1910 roku – „Children of the Forest”, której autorką była Elsa Beskow. Tytułowe dzieci lasu żyją głęboko w korzeniach starej sosny. Zbierają grzyby i jagody, a gdy pada deszcz, chowają się pod muchomorami. Bawią się z wiewiórkami i żabami, a gdy nadchodzi jesień, zbierają i przygotowują jedzenie, aby przeżyć długą zimę… Leśne dzieci mają też w zwyczju nadziewać poziomki na grube źdźbła słomy i spożywać je formie takich szaszłyków. To książka dobrze znana wszystkim szwedzkim dzieciom, a zabawa w przyżądzanie poziomkowych szaszłyków towarzyszy wielu Szwedom przez całe ich dorosłe życie.

Do smultronställe nawiązuje też szwedzki film z 1957 roku – „Tam, gdzie rosną poziomki”, nakręcony przez Ingmara Bergmana. Film przedstawia podróż profesora Issaka Borga ze Sztokholmu do Lund w celu uroczystego uczczenia jubileuszu 50. rocznicy uzyskania uprawnień lekarskich. Trasa pokonywana samochodem jest również okazją do sentymentalnej podróży starzejącego się profesora w przeszłość oraz ukazania trudnych relacji z najbliższymi. Jest próbą pogodzenia się wiekowego człowieka ze wspomnieniami, błędami z przeszłości i strachem przed śmiercią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *