Shi Mingxin najprzystojniejszy mnich buddyjski, chiny

Shi Mingxin najprzystojniejszy mnich buddyjski, chiny

Shi Mingxin – najprzystojniejszy buddyjski mnich

W prowincji Zhejiang we wschodnich Chinach mieszka Shi Mingxin – buddyjski opat, uchodzący za najprzystojniejszego wśród mnichów. Jego długie płatki uszu przypominają wyznawcom nawet samego Buddę. 36-latek ma również 187 cm wzrostu i dość szerokie ramiona, co w oczach z natury niskich Chińczyków (a w zasadzie to głównie Chinek) zapewniło mu miano „najładniejszego mnicha”.

Fani (przeważnie kobiety) nie tylko obserwują Shi Mingxin online, ale także przybywają tłumnie do świątyni Pu’an, aby go zobaczyć. Na chińskich platformach społecznościowych opat, który ma również obowiązki w  świątyniach w dwóch innych prowincjach, ma blisko pół miliona wyznawców.

Wiele osób przychodzi tylko po to, aby mnie zobaczyć – przyznaje Shi. – Przychodzą tu z ciekawości. Chcą wiedzieć, kim jestem. Ale w życiu nie chodzi tylko o osobisty urok. Bycie opatem to ciężka praca.

Według oficjalnych danych Buddyjskiego Stowarzyszenia Chin, w kraju jest 33 tys. świątyń buddyjskich i około 240 tys. mnichów. Ale w ostatnich latach buddyzm stracił część wpływów w Chinach na rzecz chrześcijaństwa. Z powodu tego trendu opat Shi i inni mnisi cieszą się z każdego odwiedzającego ich świątynię, bez względu na jego motywację. – Przybycie do świątyni jest jak chrzest ducha – podkreśla opat Shi.

Shi urodził się w mieście Yantou, niedaleko miasta Wenzhou. Zanim został mnichem, nosił imię Jin Hanjie. Był jednym z najlepszych studentów w swoim mieście i zapalonym graczem gier wideo. Był także wielkim fanem japońskiej serii manga „One Piece” – do tego stopnia, że ​​postanowił rozpocząć naukę japońskiego na własną rękę, ostatecznie osiągając najwyższy poziom certyfikacji językowej. W 1999 r. Ukończył szkołę zawodową z dyplomem rachunkowości i uzyskał bezpieczną, stosunkowo dobrze płatną pracę jako urzędnik państwowy w samorządzie lokalnym. Dopiero w wieku 26 lat Shi zachwycił się buddyzmem i stało się to… gdy grał w grę wideo! Jego uwagę zwrócił uspokajający i kojący śpiew, który pozostawił uczucie wyciszenia na długo po zamilknięciu ostatnich tonów buddyjskiej piosenki. Melodia rezonowała z Shi, który w tym czasie pracował jako statystyk i starał się znaleźć sens w swoim życiu.

Shi postanowił poświęcić życie Buddzie, co spotkało się ze sprzeciwem i oporem rodziny. Wszystko dlatego, że mnisi nie cieszyli się dobrą reputacją w oczach wielu Chińczyków. Uważano ich teraz za leniwych, chciwych ludzi, którzy czerpią korzyści z ciężkiej pracy innych. – Moi rodzice nie byliby w stanie znieść presji społecznej i ośmieszenia. Jestem ich jedynym synem i chcieli, żebym miał dzieci i kontynuował linię rodzinną. Bali się, że nie zostaną bez wnuków – powiedział Shi. Pod koniec 2006 r. Shi uciekł z domu do świątyni w sąsiednim mieście, ale jego rodzice go wyśledzili i nalegali, aby wrócił z nimi do domu. – Musiałem tymczasowo pogrzebać moje marzenia głęboko w sercu – napisał później Shi.

Po 3 latach podążania klasztorną ścieżką, Shi w końcu zrobił duży krok naprzód, dostając się do Pekińskiej Akademii Buddyjskiej. Po jej ukończeniu wrócił do rodzinnego miasta, aby zarządzać świątynią Pu’an. Jego celem było pogłębienie zrozumienia buddyzmu, który, jak wierzył, wielu ludzi myliło z przesądami lub sztukami walki. – Dla mnie prawdziwy buddyzm to pokonanie cierpienia i życie w szczęściu – powiedział. – Prawdziwy mnich powinien zmieniać świat, podobnie jak czynił to Budda, i starać się, aby było to lepsze miejsce.

Dzięki aktywności w mediach społecznościowych Shi już w dużej mierze przyczynił się do zmiany postrzegania buddyzmu. Wielu fanów Shi wydaje się czcić jego samego, a nie mędrca, któremu służy. Jego wizerunek można często spotkać na wygaszaczach ekranów komputerowych lub smartfonów. Nic dziwnego, że nie wszystkim to się podoba. Wang Yue z Chongqing w południowo-zachodnich Chinach, uważa takie zachowanie za „wulgarne”. – Są jak gwiazdy i celebrytki. Nie sądzę, aby przynosiły one realne korzyści buddyzmowi – powiedziała. Jednak w przypadku opata Shi sława wydaje się być dobrodziejstwem: odkąd przybył do świątyni Pu’an w 2013 roku, aby ją odbudować, coraz więcej osób odwiedza ją. Świątynia ma teraz nowo pomalowane żółte ściany, filary z chińską kaligrafią i dziesiątki pomieszczeń dla wyznawców. Przed świątynią znajduje się także mały ogród warzywny, 2 duże stawy pełne ryb i małe boisko do koszykówki. Trwają nowe plany rozbudowy świątyni. W międzyczasie Shi ma nadzieję nakręcić film o Kumarajivie, wielkim mnichu buddyjskim, uczonym i tłumaczu, który mieszkał w starożytnej stolicy Chang’an – współczesnym Xi’anie – w IV wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *